JOANNA JĘDRZEJEWSKA-BAŁDYGA

Poezja Joanny Jędrzejewskiej-Bałdygi (1946 – 2010) jest łagodna i delikatna, czasem refleksyjna, czasem gorzka i smutna, ale zawsze nastrojowa i żarliwa. Jej uświęconym obszarem jest miłość, wokół której wszystko się obraca i która wyznacza horyzont kolejnych dni, wieczorów i nocy, kolejnych poranków i godzin, nieustannego oczekiwania na partnera. Wyraźnie można wyczytać z tych wierszy, że jest to uczucie skazane na tajemnicę i możliwe tylko w pewnym zakresie ludzkich możliwości, w określonych sytuacjach i ściśle wyznaczonych ramach. Jest jakaś nie pisana umowa pomiędzy kochankami, którzy spotykają się, by łagodzić ból przemijania, by oddalać zło świata, a jednocześnie sami sobie wyrządzają krzywdę, ranią inne osoby i generują nowe zło. Poetka opisuje z lekkością chwile ekstazy i zapomnienia, a zarazem pozostawia wyraźny margines dla tajemnicy. Nie odsłania się do końca, choć czasami potrafi zadziwić śmiałością opisów gier erotycznych. Nie są to jednakże wiersze przeładowane metaforami, czy wymyślnymi porównaniami, wręcz przeciwnie – to jakby alfabet miłości, przydawanie kolejnych głosek, ale też wygładzanie fałdów rzeczywistości i rozmowa, ciągnąca się rozmowa z mężczyzną. Gdyby wskazywać powinowactwa, to poezja ta bliższa jest ascetycznemu modelowi wiersza Różewicza, z poetów zagranicznych – Kawafisa, a spośród piszących kobiet – na pewno wskazać można jakieś powinowactwo z Lipską, Świrszczyńską i Poświatowską. Ale są to tylko ustalenia pomocnicze, bo największą wartością tej liryki jest jej oryginalność. Słyszymy tutaj jakby szept z głębin kobiecej świadomości, szept, który brzmi jak modlitwa, ale który jest i przekleństwem, skargą na okrutny los. Pozostawanie w samotności i nieustające oczekiwanie na bliskość, są darem i złem, które wyciskają swoje piętno na kolejnych dniach. Zawsze jest jednak nadzieja i dzwonek telefonu powoduje, że pojawiają się myśli o możliwych zdarzeniach, o zbliżającym się spotkaniu i uczcie zmysłów.

Znajdziemy w tej poezji właściwe tropy semantyczne, zawsze pojawiające się w wierszach przepojonych erotyką. A więc odwołania do słynnych liryków tego rodzaju i do kochanek, które zostały utrwalone w słowie lub na płótnie. Ale najważniejsza tutaj jest sama autorka i jej intymny świat, w którym stale żyje uśpiony pies Jon, w którym pojawia się syn, wnukowie i były mąż (a wcześniej żarliwy, młodzieńczy kochanek), w którym wyodrębnić można kilku mężczyzn, składających się być może na owego mena idealnego. To jest prośba o miłość i prośba o nagość, wołanie o intymność chwili, godzin i nocy, a nade wszystko artykułowane po wielokroć pragnienie dotyku. Można na podstawie tych wierszy odtworzyć typowy dzień poetki i czynności, którymi chce oszukać czas. Ale wiele jest też relacji z takich momentów, kiedy czuje się jak płonąca świeca, kiedy promieniuje ciepło i zagarnia żar. To momenty uświęcone słowem i wspólnym przeżywaniem świata, to spotkania z kimś bliskim i z samą sobą, odbitą w lustrach jego oczu. Łagodność tych wierszy zdumiewa i każe podejrzewać Jędrzejewską-Bałdygę o jakąś pozę, o jakąś wysublimowaną grę, ale jest też przecież druga strona medalu. Tylko najprostsze słowa o miłości oddają jej tajemnicę i żar, tylko szepty nie zakłócają harmonii odczuć i doznań. Kto szuka w poezji ukojenia i łagodności – znajdzie ją w tych wierszach. Kto przeżył dramat miłosny, kto rozczarował się światem – którego spoiną była bliskość drugiej osoby – znajdzie tutaj pokrzepienie. Ta poezja musi być czytana z określonym nastawieniem duchowym i powinna być mówiona przez dobrych aktorów lub aktorki. Tak łatwo można coś z niej uronić, tak nieopatrznie można do niej dodać nadinterpretację, tak wreszcie pochopnie można ją zdegradować, posądzić o minimalizm i sztuczność.

Jędrzejewska-Bałdyga zachowuje w ulotnych lirykach swój świat, chce by pozostał w nich ze wszystkimi wahaniami, z bolesnym drżeniem i stale otwierającą się pustką. Pragnie w słowach ocalić coś z zauroczenia wspólną wyprawą nad jezioro, nocnym spacerem na wsi i spotkaniem w łóżku. Szuka w przeszłości takich chwil, których mogłaby się uchwycić, które wypełniłyby smutny czas samotności i rozpamiętywania. Ale też komentuje wierszem to, co wydarza się w teraźniejszości, oprawia w słowa ulotność i piękno, szuka point dla bliskości i rozstania, nieustannie lamentuje. Dopiero w szerszym wyborze widać jak wiele osiągnęła autorka w zakresie opisu związków miłosnych i… jak daleko zabrnęła w ustępstwach ze sobą, ile wyrzeczeń było jej udziałem i ile zapłaciła za uparte, milczące trwanie przy marzeniu. Właśnie, wielką rolę odgrywa w tej poezji milczenie, udanie wkomponowane pomiędzy słowa i jakby brzmiące, dramatycznie tętniące jakąś groźną i tajemniczą muzyką. To jakby przyczajenie się węża przed skokiem, a zarazem niewinne kwilenie jego ofiary. To wychodzenie naprzeciw siłom odwiecznym, choćby za cenę układu ze złem, choćby podpisując cyrograf z diabłem, ze śmiercią i czym tam jeszcze. Wszystko rekompensuje bliskość i wszystko roztapia się w cieple miłości spełnionej, ożywającej w szepcie pogańskiej pieśni i tajemnicy subtelnego wyznania. Tworząc w swoich wierszach model mężczyzny idealnego, poetka jednocześnie próbuje namalować słowem portret najlepszej kochanki. Może czasami zbyt łzawej, może zbytnio zapatrzonej w siebie i w kolejnych mężczyzn, ale przecież prawdziwej, czującej i przeżywającej każdą porażkę, każde zwycięstwo i każdy rozejm. Taka towarzyszka ma w sobie coś z dawnych kurtyzan i sekretnych przyjaciółek, chce być partnerką w rozmowie i podczas aktu miłosnego, ale nie poddaje się ulegle mężczyźnie jak japońska gejsza – szuka takiego partnera, który zgodzi się na to, by dała mu to samo, co bierze od niego. Nie wszyscy mężczyźni zgadzają się na takie podejście do miłości, bo pragną dominować, zamknąć kobietę w ściśle określonych, instytucjonalnych ramach, nawet jeśli jest ona kochanką, nawet jeśli taki związek ma wydźwięk maksymalistyczny, pogański i grzeszny.

Wskażmy jeszcze w tej poezji jej stronę epistolarną, ową chęć dotarcia do czytelnika i najbliższego człowieka z listem, z wiadomością o stanie miłości i ze skargą, że coś się nieuchronnie skończyło. To powoduje, że wiersze te można czytać wybiórczo, jak wyciągnięte z obwiązanego różową wstążką i pachnącego fiołkami (może żałobnymi liliami?) zestawu korespondencji. Te listy są jak komunikaty, wysyłane światu i szukające kogoś, kto je odczyta, zrozumie i zechce przeżyć z autorką wzruszenie. Toteż wiele kobiet sięga po te wiersze i komentuje je, gdyż autorka wyraża to, co one noszą głęboko w sobie, co chciałyby usłyszeć, o czym marzą i co chciałyby przeżyć. Niestety listy te trafiają też bardzo często w próżnię, rodzą sprzeczne uczucia, bo kobiety są takimi istotami, które szukają miłości, ale nie lubią, gdy obnaża się ich strategie miłosne, gdy odważnie mówi się o erotyce i żądzach. Była już o tym mowa wyżej – łatwo można coś z tych słów uronić, a przy niskiej kulturze poetyckiej i czytelniczej, łatwo można uchwycić się kilku słów, kilku zdarzeń i mieć za złe autorce, że była tak szczera. Ale to jest wielkie nieporozumienie, tak kobiety, jak i mężczyźni znajdą w tej liryce prawdę o człowieku i jego najintymniejszych sprawach, znajdą też pokrzepienie i może nauczą się od niej prawdziwie kochać.

Listy można wysyłać, ale też można je pisać i odkładać do sekretarzyka, listy można nosić w sobie i drzeć je z pasją – wszystkie te sytuacje znajdziemy w liryce autorki, ale też odnajdziemy w niej sporo kart, które wypadły z kopert i teraz nie mają swojego miejsca, kart, które zostały zapisane, ale adresat dawno odszedł w zapomnienie, pozostał we mgłach przeszłości. Te wiersze nie straciły jednakże swojej wartości, bo – z racji ascetyzmu metaforycznego – pozostały listami do nikogo i do wszystkich, listami kobiety, która czeka i która ma w sobie wrażliwość dziecka. Kiedyś została bardzo skrzywdzona, kiedyś jacyś mężczyźni zawiedli ją bardzo, ale nie uciekła od świata – otworzyła się na inne sytuacje i dostała od losu dar poezji. Będąc wiele lat żoną artysty i godząc się na rolę tej, która dba o dom i dziecko, tej która sprząta, pierze i przygotowuje posiłki, boleśnie przeżyła rozstanie z mężem, ale umiała pokonać depresję, znalazła drogę ku przyszłym dniom. Zaczęła pisać i weszła do środowiska literackiego i w sumie osiągnęła znacznie więcej od artysty, z którym się rozstała, który długo był olimpijskim bogiem jej świata. Tak żarliwie mu oddawała samą siebie, że bała się myśleć o swojej kreatywności. Uciekała przed swoim wewnętrznym, poetyckim szeptem, ocierała łzy z oczu i wierzyła, że coś się odmieni. W pewnym momencie sytuacja ją jednak przerosła, a wielkie rozstanie nieomal jej nie zabiło. Ale pomogła jej liryka, zaczęła słuchać pieśni serca i słów daimoniona. I ruszyła do przodu, znalazła sens życia, choć upadki miały się jeszcze przydarzać, a gorycz nie raz miała pojawić się na jej wargach. O tym są jej wiersze-listy i o tym mówią słowa, w które trzeba się wsłuchać, które trzeba zaakceptować i polubić jak swoje. Piękna poezja i piękne wnętrze kobiety – liryka, która stale wychodzi naprzeciw człowieka, oferuje mu ciepło i bliskość, ale też i przypomina, że nieustannie brzmi w przestrzeni jakieś …żegnaj.

Reklamy

2 Komentarze

  1. 2014/01/26 @ 21:51

    Całkiem przypadkiem trafiłam na Pański blog i nie mogłam oderwać się od czytania. Dopiero później skojarzyłam, iż Pańskie nazwisko jest mi znane. Jakieś 10 lat temu chodziłam na koło poetyckie prowadzone w Chełmnie przez panią Sylwię Dombrowską- wydałyśmy z dziewczynami fajny almanach z naszymi pierwszymi poetyckimi utworami…

    Czytając Pański wpis przypomniałam sobie o spotkaniu z pewną poetką z Bydgoszczy zorganizowanym w ramach naszych poetyckich spotkań… I to chyba była Pani Joanna… A może się mylę… W każdym razie dziękuję za obudzenie miłych wspomnień związanych z kołem poetyckim.

    Sama też próbowałam pisać blog, ale jako zbieranina urywków moich myśli wcale nie był poczytny i do tej pory piszę do szuflady …

    • lebioda said,

      2014/01/27 @ 7:58

      Dziękuję za dobre słowo… Tak, zdaje się, że to była Joanna, opowiadała mi kiedyś o tym spotkaniu z grupą poetek i poetów chełmińskich. Pozdrawiam serdecznie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: