MAŁGORZATA SZWEDA

Oto kolejne przybliżenie poezji autorki z Bydgosko Toruńskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Poezja Małgorzaty Szwedy jest rodzajem introspekcji, uważnego wgłębiania się w naturę rzeczy i świata. Pełna magii i dobrze zmetaforyzowana, zaskakuje rześkością i jasnością spojrzenia, odtwarza strukturę rzeczywistości w jej elementarnym kształcie, a przy tym przydaje jej własną interpretację, dookreśla zdarzenia i gesty, wypowiadane słowa i ich głębinne znaczenia. Bliższa jest awangardowym eksperymentom, niż liryce konfesyjnej, więcej mówi o mechanizmach i strukturach, niż o powierzchni i ostatecznych kształtach. To jest udana próba znalezienia balansu pomiędzy sobą, a światem, ale też ustalenie proporcji, sięgnięcie do źródła języka i dotknięcia tego, co pierwotne. Poszczególne wiersze rzucają snop światła na tajemnicze przestrzenie, które ciągną się od wnętrza poetki do dali kosmicznych. Tak ewokowana transcendencja pojawia się w wielu utworach, a zarazem staje się jakby istotą całego zbioru, wskazuje Jaki to płomień/ rozpala w sercu ścianę/ dźwięku/ otwiera szelest w piersi/ Dlaczego wciąż bliżej/ dłoni biegnie tętnica/ słowa/ i wciąż ten sam cud/ w nas samych. Człowiek rodzi się i wzrasta w określonej rzeczywistości astralnej, lunarnej i solarnej i autorka tych wierszy potrafi dostrzec kontekst kosmogoniczny. Mieszkając pośród zjawiskowej natury, doświadcza nieustannie kontaktu z tym, co zwykle umyka, co zostaje daleko za horyzontem, za ścianą i za barierami aglomeracji miejskich. Tutaj jednak świat ma klarowność poranka i przejrzystość nieba gwiaździstego, tu pojawia się niczym nieskalana, sielska czystość.

W liryce tej jest też sporo dynamiki, stale coś się dzieje – wciąż jakieś sensy podążają ku innym znaczeniom, nieustannie przepływa przez świadomość ewokowana treść. Niezwykłe jest też przenikanie obrazów onirycznych i surrealnych do świata rzeczywistego, bo w taki sposób powstaje  j e d n i a, świat realny i magiczny, rzeczywistość postrzegana i kreowana, stają się tym samym przekazem. Autorka wpatruje się w ciemność, ale też penetruje przestrzenie światła, dotyka słowem elementów i przydaje im pra-kontekst metaforyczny. A wszystko w obliczu tajemnicy wiersza, który powstaje w olśnieniu i jest odkryciem dla piszącej i dla czytelnika, staje się treścią wydobytą z nicości i oprawianą w kształt ulotnego liryka. To jest łowienie w gąszczu metafor i znaczeń, a zarazem dopełnianie obrazów, przydawanie głębi i kontrastu, walorowe rozmywanie barw i wyostrzanie cieni. To jest malowanie słowami, ale też i rodzaj semantycznego rzeźbienia, wwiercania się w oporną materię myśli, biegnących ku doświadczeniom dnia i nocy. Tutaj Elektryczne drganie/ przekształca strukturę komórek/ wiązania tętnic/ zamykają rytm skroni, tutaj poetka dociera do istoty egzystencji. W świecie myśli i czynów umykają percepcji wewnętrzne powiązania i złącza, stale oddala się to, co pozostaje w ukryciu. Choć pełni ważną rolę, choć kieruje mechanizmami przetrwania, odsuwane jest w cień, pomijane i minimalizowane. Jednak prawdziwa poezja potrafi odsłonić rysunek żył i kości, potrafi docierać tam, gdzie wszystko się zaczyna i ma elementarny wymiar. Energia komórki i procesy zachodzące w mikroskopijnych strukturach, są równie ważne jak wielkie systemy myślowe, jak dziedzictwo filozofów i poetów. Tylko w takiej liryce – łączącej i rozdzielającej w błysku chwili – można znaleźć prawdę o człowieku, tym skomplikowanym mechanizmie cielesnym i o  b y c i e, który sam będąc rodzajem idei, nie może istnieć bez obiegu krwi i bólu.

Jeśli istnieje łączność światów duchowych i głębin ciała, jeśli człowiek składa się z anabatycznych przestrzeni, to ta liryka właśnie to dokumentuje. Wyrywana z nieistnienia, staje się niezwykłym komentarzem dla osobnych chwil i dla wielkich przestrzeni czasu, trudnych do ogarnięcia refleksją i zamykających się stale w obrębie struktur kosmicznych. Tutaj: Litania świateł/ przebłyskuje obrazami/ przezroczyste refleksy krzepną/ migotaniem słów/ fala wypełnia szczelinę/ powietrza pękającego impulsem/ pragnienie materii/ zastyga płynnością ruchu; tutaj stale coś się dzieje i wciąż coś traci swoją integralność. Świat otwiera i zamyka się w jednym drgnieniu powiek, a przy tym nie przestaje pulsować w skroni, nie gaśnie pierwszy i ostatni impuls, nie głuchnie echo narodzin. Biegną na przestrzał sekundy i minuty, pojawiają się nowe sytuacje liryczne, ale też utrwala się w myślach i genach nieustający rytm trwania. Poezja Małgorzaty Szwedy jest znaczącym osiągnięciem na mapie liryki polskiej i trwale wpisuje się w przestrzeń literacką regionu kujawsko-pomorskiego. Warto czytać te wiersz, bo jest w nich głęboka prawda o człowieku i jego naturze, o świecie, w jakim żyjemy i o tajemnym rytuale przetrwania, tak głęboko zakodowanym w głębi i kształcie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: