BECIŃSKI I RADZIEJÓW

Wczoraj byłem w Radziejowie na rozstrzygnięciu szesnastej edycji Konkursu Literackiego im. Franciszka Becińskiego. Jako przewodniczący Jury, wraz z przedstawicielami władz, wręczałem nagrody i wygłosiłem krótkie podsumowanie. To bardzo prężne środowisko, skupione wokół Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej, kierowanej przez Halinę Paczkowską. Tegoroczny konkurs był bardzo interesujący i przyniósł dobre rozstrzygnięcia. W dziedzinie poezji wygrała Anna Cybulska z Radziejowa, co pięknie zbiegło się z promocją jej ostatniego zbioru wierszy pt. Szepty intymne. Poetka czytała wiersze i śpiewała po polsku i francusku swoje piosenki. Zarówno Ania, jak i Małgorzata Pietrzak, są twórczyniami, które zaistniały dzięki wspaniałej pracy wspomnianej biblioteki. To w niej są znakomite warunki do poznawania literatury, a cykliczne imprezy przyciągają widzów i tworzą klimat życia kulturalnego tego kujawskiego miasta. Warto w tym miejscu przypomnieć patrona biblioteki – Franciszek Beciński (1897–1975), urodził się w Pilichowie na Kujawach. Tam był kowalem, gospodarował na trzech morgach ziemi, zasłynął też jako genialny samouk, wrażliwy poeta i prozaik. Jego życie przypadło na burzliwe czasy dwóch światowych wojen, agresywnie panoszącego się nazizmu i szeroko rozlewającego się komunizmu. Stąd w jego biografii znalazły się takie fakty jak udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku, obrona ojczyzny w 1939 roku, działalność konspiracyjna, a potem szykany ze strony władz komunistycznych. Przez cały czas jednakże pisał i odzwierciedlał w słowie urok ziemi kujawskiej, czar miejsc inicjacji, tworzył literacki zapis tego, czego był świadkiem w konkretnym miejscu świata, katalog elementów rzeczywistości przedwojennej, czasów okupacji niemieckiej i dominacji sowietów po II wojnie światowej. Doświadczył przy tym najróżniejszych skal zainteresowania, od zaciekawienia, poprzez zainteresowanie profesjonalnych krytyków, aż do całkowitego niemal zapomnienia. Odchodził jednak z tego świata doceniony, nagrodzony, ze sporym dorobkiem publikacji. Doczekał się nawet uznania u Jarosława Iwaszkiewicza, który pisał: Głucho u nas o tym ludowym poecie spod Płowiec, a przecież zasługuje on na najwyższą uwagę. Fornal w młodości, kowal w całym życiu, ten chłop z Pilichowa jest wymownym świadectwem tego, że “spiritus flat ubi vult”. W wierszach Becińskiego najbardziej mnie porusza ich dojrzałość kulturalna, ich “normalność” jako pięknych wierszy współczesnych. Nie ma w nich nic z niesamowitości wierszy Stanisława Piętaka, może sama wieś jest mało w nich obecna, ale poezja niechybnie z nich promieniuje. Porównanie do Piętaka i tak pozytywne nastawienie ówczesnego Prezesa Związku Literatów Polskich miały swoją wymowę, a opublikowane w 1969 roku w “Życiu Warszawy” rezonowały na cały kraj.

W dziewiętnastym wieku pojawiło się kilku poetów, których można by uznać za patronów poezji Becińskiego. Przede wszystkim jego twórczość bliska jest dokonaniom Teofila Lenartowicza, lirnika wioskowego i mazowieckiego, ale też wskazać możemy pewne pokrewieństwo z sielskimi wierszami Władysława Syrokomli czy Wincentego Pola. Tak jak u tych pogrobowców Mickiewicza i Słowackiego, pojawia się w wierszach Becińskiego promienna wizja wsi, pachnącej miodem i rozsiewającej kwiatowe aromaty, wsi zagubionej w kujawskim krajobrazie, ale też jakby będącej centrum świata. Tutaj rozgrywają się wydarzenia błahe i te o skali eschatologicznej, tutaj wzrasta chaber i umiera staruszka, tutaj wiatr rozwiewa ptasie puchy i człowiek idzie polną drogą na wojnę. Poeta łączy w wierszach to, co wzniosłe, z tym co zwyczajne, a nade wszystko nieustannie podkreśla jak piękne jest życie, jak jego kruchość przypomina delikatność malwy, tarniny, powiewającej na wietrze pajęczej sieci. Te wiersze napisane zostały z pobudek patriotycznych i dla potwierdzenia, że poeta kocha ziemię na której się urodził i która stała się dla niego miejscem życia, a potem i śmierci. Tutaj wędrował i nieustannie wsłuchiwał się w odgłosy dobiegające zewsząd, tutaj przemierzał szlaki i patrzył z zachwytem na rozległe krajobrazy, na topole przy drogach i na łany zbóż. Tu przysiadał na kamieniu albo w sadzie i kontemplował ciszę, czuł zapach dojrzewających jabłek i gruszek, widział jaskółki śmigające w powietrzu i majestatycznie sunące do gniazd bociany. Kontemplował naturę, a potem oddawał w prostych wierszach to, co czuł, co zobaczył i czego się domyślił. W swoje utwory wpisał swoisty zegar astronomiczny, odwzorował nieustające przemijanie pór roku, odloty i powracanie ptaków, więdnięcie i wzrastanie traw i ziół, opady deszczu i śniegu, a potem topnienie lodu i parowanie wody. Odnajdziemy w tych obrazach nieskazitelne piękno Kujaw, ale też i jakąś zdumiewającą nostalgię, jakąś czystość spojrzenia człowieka, który pogodził się ze swoim losem, z innymi ludźmi, z tym, że zycie składa się z triumfów i upadków, a radość przeplata się ze smutkiem. Poeta pokornie zgodził się na taki świat i na takie w nim bytowanie, wszakże ukojenie znalazł w tym co widzialne i dające się wyodrębnić przez pięć zmysłów.

Franciszek Beciński, jak mało kto, czuł rytm płynącej w żyłach krwi i długo przed Janem Pawłem II kojarzył go z szumem płynącego potoku, dostrzegał jedność ciała ludzkiego i natury, pośród której ono wzrasta i bytuje. Dlatego z taką łagodnością i ojcowską troską pisał do syna: My, tych powszednich zagonów oracze,/ prostacy wiejscy od lat, od pradziada -/ czujemy sercem nawet jak wiatr płacze,/ jak drzewo nieme liśćmi pieśń układa. To była opowieść o jedności życia człowieka i natury, narracja w której na plan pierwszy wysuwa się to co najpiękniejsze i najwartościowsze, to co ma wymiar zewnętrzny i co pulsuje niewidzialną głębią. Poeta wyczuwał ją pod powierzchnią rzeczywistości i stale wpatrując się w fenomeny natury, próbował odczytać z nich właściwy kształt każdej chwili, każdego dnia, miesiąca i roku, a potem całego życia człowieka i mnogich pokoleń. Miał świadomość swojej przemijalności, ale też wierzył, że każdy los ma jakiś ponadnaturalny wymiar i jakiś cel. Pisał: Odejdziesz na pewno, bo takie już jest życie, —— nie ma na to rady/ miedzą polną szedł będziesz wolno, ociężale – – -/ (może wieś pożar strawi, zboża zbiją grady)/ – – – ileż to zmian zajdzie!/ a może, może nie powrócisz wcale… W wierszu tym widać jak odmienna jest poezja Becińskiego od innych wierszy twórców ludowych. Ona pozostając w kręgu fascynacji rustykalnych, mieszcząc się znakomicie w formacie zwiewnej ludowej piosnki, nie przestaje wnikać w obszar literatury wysokiej. Jest tyleż wiejska co uniwersalna, tyleż ludowa co literacka, a nade wszystko przepojona mądrością życiową i filozoficzną. Ten samouk z Pilichowa osiągnął w słowie niespotykaną harmonię pomiędzy tym co ważne i ulotne, tym co sięga wyżyn artystycznych i co może w jednym szeregu stanąć z twórcą prostych pieśni. I tak naprawdę ta twórczość potwierdza, że wszelkie tego rodzaju podziały nie mają sensu i znoszą się w obrębie wiersza autentycznego, w przestrzeni prawdy i wiary w ponadnaturalny bieg zdarzeń. To są osiągnięcia jednej literatury polskiej, bo w niej możliwe są takie oto zawierzenia i prośby: Otwieraj, Święta Panno, wrota w niebios kraju/ i wypuść ptaki – niech w polach się rozśpiewają./ Poranki ciepłe daj, słońce rozpyl na rosę -/ niech wykapią się w nich dziecinne stopy bose./ Muzyką natchnij drzewa, kwiatem wonnym pączki/ i znów do nas przyjdź – swe święte nam podaj rączki./ Rozwiośniejmy sercem, odrodzim się w latach -/ słysząc Cię w śpiewie ptaków, w wszystkich widząc kwiatach./ Otwieraj, Panno Święta, radości żywej bramę,/ by Ci i serca nasze zaśpiewały same./ Niech się z wierzb szumem łączy każde nasze słowo/ i śpiewa z pół zielenią – Anielska Królowo!/ Niech się upoi dusza… niechże będzie pewna:/ Żeś przyszła teraz, w maju – że przyjdziesz znów Siewna! Poeta uczestniczy w rozgrywającej się epifanii, w jakiejś od dawien dawna trwającej mszy świętej. Dostrzega poszczególne walory świetlne i słyszy osobne tony w naturze, a potem wszystko łączy w wierszu niczym wytrawny kompozytor, niczym dyrygent, który napisaną symfonię musi odtworzyć nuta po nucie. Muzyczność i wizualność wierszy Becińskiego jest zdumiewająca i stanowi jeszcze jedno potwierdzenie, że wrażliwa osobowość wcale nie potrzebuje naukowych szlifów – starczy wiara w siebie, ciekawość świata, kontakt ze wspaniałą literaturą, a nade wszystko talent, którym Bóg obdarza zarówno biedne, proste wiejskie dzieci, jak i potomków rodzin profesorskich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: