STWORZENIE

Kolejna wyprawa z aparatem w ręku przyniosła sporo ciekawych zdjęć roślin i ptaków, ale najważniejsze były te długie godziny na powietrzu i rozmyślanie podczas fotografowania. Ile to razy dostrzegłem tajemną strukturę świata przyrody, ile razy jakiś kwiat, krzew, drzewo, odesłały moje myśli ku głębinom wszechświata i pierwotnej energii, z której wzięło się to wszystko. W układzie płatków i pręcików, w rysunku deseni, w barwach i kształtach zapisano siłę i niezwykłość stworzenia, stale generującego nowe byty.

???????????????????????????????

Magnolia

Magnolia

Stokrotki

Stokrotki

Fortergilla gardena

Fortergilla gardena

???????????????????????????????

Żarnowiec miotlasty

Żarnowiec miotlasty

Kalina hordowina

Kalina hordowina

Floks szydlasty

Floks szydlasty

Złotlin japoński

Złotlin japoński

???????????????????????????????

Migdałek trójklapowy

Migdałek trójklapowy

Powojnik alpejski

Powojnik alpejski

PLISZKA SIWA

??????????????

Chodząc po osiedlu zauważyłem, że przyleciały już pliszki siwe (Motacilla alba), małe ptaki, które po raz pierwszy wzbudziły moje zainteresowanie we wczesnym dzieciństwie. Charakterystyczne ruszanie ogonkiem, w górę i w dół, przyciąga uwagę dzieci i dorosłych, tym bardziej, że przedstawiciele tego gatunku nie należą do szczególnie płochliwych. Pojawiają się w sąsiedztwie ludzkich domów, przysiadają na chodnikach, buszują pośród śmietników, zawisają na drutach energetycznych, stale wydając charakterystyczne ćwierknięcia: „tsillip tsillip”. Czasami głosy te narastają i cichną lub układają się w prawdziwe trele, charakterystyczne szczególnie dla okresu lęgowego, od marca do maja. Także lot pliszek jest interesujący, imitujący sinusoidę i wykorzystujący naturalne ruchy powietrza. Przystanąłem w miejscu i przyglądałem się jednemu osobnikowi, który przysiadł na rogu czerwonego dachu wielkiego marketu i rozmyśliłem się nad siłą popędów w świecie natury. Przecież ten niewielki, czarnołbisty ptaszek przeleciał ogromną część świata, być może z okolic Morza Śródziemnego lub z Afryki Równikowej, by w Europie lub Azji połączyć się ze swoją partnerką i wydać na świat potomstwo. Można go spotkać od Islandii i Irlandii, po chińskie czy koreańskie brzegi Pacyfiku i od północnych rubieży Europy aż po Kretę. Swoją nazwę zawdzięcza siwemu grzbietowi i skrzydłom, a jego ubarwienie dopełniają jeszcze czernie i biele, skrajnie różne od żółcieni gatunków górskich. Jego wielkość porównuje się do wróbla, ale zawsze podkreśla się też niezwykłą smukłość i inny rodzaj ruchliwości, bliższy nerwowym podrygom sikorek niż prostym przelotom mazurków. Ten mały ptak bywa często „obdarowywany” przez kukułkę i wychowuje monstrualnie wielkie pisklę, dwojąc się i trojąc by nastarczyć z przynoszeniem owadów. Jesienią pliszki zaczynają gromadzić się w niewielkie stada, w których odbywają przeloty do ciepłych krain południowych. Obserwowany przeze mnie ptak długo pozostawał na dachu i ambitnie nawoływał ukochaną, która po jakimś czasie przybyła i usadowiła się nieopodal. Teraz już słychać było dwa głosy i zapewne wkrótce szaraki te zabiorą się za spłodzenie nowych przedstawicieli gatunku. Nazwa ptaka pochodzi ze staropolszczyzny, gdzie pierwotnie pojawiała się w postaci: pliskwa, plizga, co wskazuje na pokrewieństwo z językiem rosyjskim, gdzie określano ją jako plizgawicę lub plizdawicę.

ODNOWIENIE

Corvus_cornix_(Scops)

Mieszaniec wrony siwej i czarnowrona z wyraźnie zaczernionym brzuchem – za Wikipedią

Wchodzę w ośnieżony las, wędruje przez pola i nieużytki, staram się utrzymać w pionie na oblodzonych drogach. Zima nie jest moją ulubioną porą roku, ale cenię tę aurę odświętności, nagłego odnowienia wszystkiego, przykrycia brudów, śmieci i nierówności gruntu. Po opadach śniegu wszystko zdaje się być czystsze, odgrodzone barierą bieli, otoczone powłoką lodu – wtedy ruszam do lasu, przystaję nad brzegami Wisły, przyglądam się naturze w jej nowej odsłonie. Moja świadomość wyostrza się, a nawet błahe zdarzenie potrafi na długi czas przykuć moją uwagę. Oto na czubku jednej z olch przysiadła duża wrona i patroluje przestrzenie wokół niej, przygląda się światu i szuka potencjalnych ofiar, jakichś porzuconych cząstek pokarmu, miejsc, które mogą być obietnicą sutego posiłku. To może też być mieszaniec wrony siwej i czarnowrona, bo podbrzusze ma dziwnie brudnawe, zaczernione. Zastygam w bezruchu i patrzę na tego drapieżnika z zaciekawieniem, notując regularne przekrzywienia głowy, poruszenia skrzydeł i unoszenie dzioba do góry. Jej świat opiera się na dwóch zasadach – przede wszystkim na szukaniu pokarmów i na cyklicznym rozmnażaniu. Zabijanie zostało tutaj wpisane w elementarną potrzebę przetrwania i nie wiąże się z żadnymi zasadami moralnymi, wahaniami i regułami. Mniejsze ptaki, płazy, gady i bezkręgowce, które można zabić, stają czymś równie bezdusznym jak stary kawałek chleba, ziarna zboża, pozostałe na polu po żniwach, czy rozkładający się  jeż. Stoję spokojnie, ubrany ciepło, zabezpieczony przed wiatrem i patrzę na ptaka, który uchodzi za powszechnego i mało atrakcyjnego, ale może być ciekawy, gdy widzi się jego przystosowanie do życia w nieprzyjaznym świecie. Ma swoje elementy organiczne, płynie w nim krew, funkcjonują poszczególne narządy, a niewielki mózg kontroluje wszystko i finalnie utrzymuje ten skomplikowany mechanizm na szczycie drzewa. Pomiędzy mną i wroną powstaje rodzaj związku energetycznego – płynie przekaz z jednego ośrodka dowodzenia do drugiego, a jednocześnie nie do sforsowania jest bariera pomiędzy tym co ludzkie, a tym, co ptasie. Śnieg pada dość intensywnie, co jakiś czas nasila się wiatr, a to – zdawać by się mogło – zwykłe zdarzenie, przykuwa moją uwagę i każe czekać na jakiś dalszy ciąg. Pomiędzy drzewami widzę ogromne płaszczyzny błękitu, a na zachodzie zaczyna pojawiać się krwawa łuna, rozpadająca się na bokach na barwy składowe. Jeszcze godzina, dwie, nadejdzie całkowita ciemność i wrona wróci do gniazda, albo spowolni procesy życiowe i przeczeka noc na jakiejś gałęzi. Wrona wydaje z siebie trzy chrapliwe kraknięcia, odbija się od gałęzi i majestatycznie odlatuje w stronę czarnego lasu. Odwracam się na pięcie, ustalam kierunek marszu i powoli przemierzam dalsze przestrzenie zimna, bieli, lodowatej przestrzeni, która ma tyle odcieni i tyle zdarzeń rozgrywa się w niej od świtu do zmierzchu.

MAŁE PTAKI

Sikorka12

Poszedłem wolnym krokiem do Starego Fordonu, rozkoszując się chłodnym powietrzem i światłem słonecznym, które dzisiaj rozjaśniło przestrzeń. Przy domach i w ogrodach, na bezlistnych drzewach i krzewach widzę mnóstwo małych ptaków, przede wszystkim sikorek, mazurków, wróbli. Na jednym z dużych cyprysików Lawsona zauważam ruchliwe stadko dzwońców, popiskujących metalicznie i przeskakujących z gałązki na gałązkę.  Podchodzę bliżej, ale ptaki przelatują szybko na bliski świerk srebrny (Glauca) i buszują z drugiej strony, więc ledwo je widzę. Co jakiś czas wychylają się zza gałązek i sondują, czy już się oddaliłem, a potem znowu wracają do swoich harców. Idę uliczkami, które mają za patronów młodopolskich pisarzy i artystów: Przesmyckiego, Przybyszewskiego, Chełmońskiego i podążam myślą do moich prac, do książek literaturoznawczych, w których też zamieściłem studia na temat twórców tej epoki. Przy cmentarzu przystaję przy płocie, gdzie w jednym z drzew widywałem sikorkę bogatkę, wskakującą do wąskiej dziupli i potem regularnie wychylającą się z niej. Tym razem nie widać żadnego ruchu, nic się nie dzieje przez dłuższą chwilę, więc odchodzę powoli, przyglądając się innym skrzydlatym stworom. Ciepła zima, czarne gałęzie drzew, dalekie błękity w tle, sprzyjają obserwacjom i zauważam wiele gawronów, kawek, srok, sójek, paszkotów, synogarlic, gdzieś tam nad domami krąży ogromna, biała mewa, a nieco dalej zatacza koła spore stado gołębi. Dziwna zima tego dziwnego roku, powoli zbliżającego się do końca i stającego się nieodwołalnie przeszłością. Zawsze fascynowała mnie nieodwracalność czasu, który się wypełnił, chwil straconych i zaprzepaszczonych, albo dających zadowolenie, radość, euforię. Ludzie nie chcą zauważać biegu godzin, dni i lat, odsuwają gdzieś na skraj świadomości strukturę naszego trwania, które staje się coraz mniejsze, coraz bardziej znikome, zamykające kolejne rozdziały. Dobrze jeśli rzut oka wstecz pozwala dostrzec owoce naszych działań i możemy spojrzeć na swoje odbicie w lustrze z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Nadchodzi rok wielkich zmian i licznych działań, ale na razie przystaje pod drzewami i przyglądam się zwinnym sikorkom, szczygłom przysiadającym na zeschłych wrotyczach i nawłociach, kontempluję piękno sino-brązowych sójek, subtelną zieleń dzwońców i metaliczne poblaski na piórach gawronów.

KUKUŁKA

Cuculus_canorus2

Kukułka zwyczajna (Cuculus canorus)

Moje pierwsze spotkania z kukułkami miały miejsce w lasach, na obrzeżach mojego miasta, ale było to przede wszystkim zaznajamianie się z charakterystycznym kukaniem. Byłem dzieckiem i uważnie słuchałem opowieści starszych chłopaków, którzy sugerowali, że kukułka obwieszcza ile jeszcze lat życia pozostanie człowiekowi. Leżałem więc w trawie i liczyłem kolejne odgłosy, najczęściej nie kończąc, bo kukań było zawsze bardzo dużo, znacznie więcej niż dzisiaj, co może wskazywać na malejąca populację gatunkową. Kukułka zwyczajna (Cuculus canorus), nazywana też gżegżółką lub zazulą, to średni ptak wędrowny, zamieszkujący strefę umiarkowaną Eurazji, a zimuje przede wszystkim w centralnej Afryce i Południowej Azji. Jest dość dziwacznym tworem natury, jakby połączeniem gołębia i ptaka drapieżnego, w locie stabilny i proporcjonalny, na gałęziach wydaje się chybotliwy i przerysowany. Charakterystyczne dla kukułek są poprzeczne prążki na dolnej części ciała i białe, okrągłe plamy na ogonach, wyraziste są też żółte oczy, takież same nogi i krótki czarny dziób. Co ciekawe kuka tylko samiec, nawołując w ten sposób samicę, która nie wydaje tego rodzaju dźwięków, generując raczej coś na kształt chichotu, chaotycznego wrzasku. Ostatnio słucham tych odgłosów przede wszystkim w pradolinie Wisły, gdzie jeżdżę na rowerze i wędruję polnymi drogami, udaje mi się też czasem podglądać te ptaki, choć są bardzo płochliwe i nie pozwalają podejść zbyt blisko. Żyją wszędzie tam, gdzie są drzewa, przelatując często z jednego na drugie, ciesząc się swobodą, tym bardziej, że nie muszą dbać o potomstwo – od dawien dawna wykształciły złodziejską umiejętność podrzucania swoich jaj innym ptakom, czasem bardzo małym. Dochodzi wtedy do horrendalnej sytuacji, gdy niewielki trzcinniczek, rudzik, pliszka siwa, świergotek drzewny lub piegża zwyczajna, karmią potężniejące młode kukułki, przerastające je po wielokroć. Nie zawsze to się udaje, bo ptaki wróblowate, które kukułki próbują oszukać, nauczyły się rozpoznawać obce jaja i wyrzucać je z gniazd. Ale jeśli malec wykluje się w cudzym „gałązkowym domu” szybo rośnie, wyrzuca współlokatorów i wykorzystuje bezlitośnie swoich przybranych rodziców. Dorosłe osobniki żywią się przede wszystkim włochatymi gąsienicami motyli, ale nie gardzą też innymi owadami, w tym chrząszczami, których chitynowe resztki pancerzy znaleźć można w ich wypluwkach. Kukułki uznać można za ptasie włóczęgi, bo nie budują gniazda, nie łączą się też w stałe pary, tolerując tylko partnerów w czasie godów. Nie wiadomo dlaczego w podaniach ludowych wielu krajów kukułki są traktowane jako ptaki głupie, a pukanie się w głowę ilustruje się dźwiękowo określeniem kuku – u nas będzie to kuku na muniu, a w języku angielskim słowo cuckoo oznacza bęcwała, głupca i w takim znaczeniu pojawia się w tytule najsłynniejszej powieści Kena Keseya – Lot nad kukułczym gniazdem (One Flew Over the Cuckoo’s Nest), spopularyzowanej przez słynny film Milosa Formana, z Jackiem Nicholsonem w roli głównej. Choć z kukułkami wiąże się najczęściej negatywne treści, lubimy je i czekamy na pierwsze kukania wiosenne, będące symbolem nowego czasu i hasłem dla całej natury, budzącej się z zimowego letargu.

Kukułka w locie

Kukułka w locie

ŚWIST I PISK

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/16/Apus_apus_flock_flying_1.jpg

Ach jakże dzisiaj wspaniale latały w powietrzu jerzyki… Stawałem w różnych miejscach mojego miasta i patrzyłem w niebo na gonitwy bez końca. Na to gwałtowne nadlatywanie i szybkie oddalanie się ku nowym przestrzeniom nieba. I te piski, tak dobrze mi znane z dzieciństwa… Graliśmy w piłkę na szkolnym boisku, tuż przy cmentarzu, a one latały nad nami i obwieszczały światu swoją obecność wysokimi tonami. Po latach zrozumiałem, że to jeden z najintensywniejszych odgłosów moich młodych lat. Te ptaki stawały się też tłem dla naszych zwycięskich i przegranych piłkarskich wojen, gdy upadaliśmy na ziemię i dźwigaliśmy się z niej, gdy leżeliśmy na plecach albo podążaliśmy za piłką, one śmigały w powietrzu i tworzyły swoimi skrzydłami sieć niewidocznych krzywizn, najwspanialszych linearnych abstrakcji. Pamiętam też osiedlowe wyprawy rowerowe, wyścigi dookoła boiska i uporczywe pogonie za jakimiś chłopakami, zawsze wtedy słychać było świsty i piski jerzyków.  Najdłużej stałem dzisiaj przy Brdzie, w centrum miasta, gdzie widać było monumentalne płaszczyzny błękitu, a na nich ogromne stada tych ptaków, zataczające koła nad Farą i nad rynkiem, wracające nad przejrzyste tonie rzeki, nagle podążające ku centrum i wracające z jakimś radosnym zaśpiewem, coraz intensywniejszym wołaniem.  Takie chwile mojego życia określam mianem prawdziwego szczęścia…

PUSTUŁKA

Common_kestrel_falco_tinnunculus

Samiec pustułki

Od kilku dni wokół mojego domu przestały latać jerzyki, dotąd bardzo żywe i hałaśliwe, nadlatujące z dużą szybkością z góry i dosłownie o włos mijające ściany. Jednocześnie w przestrzeni, którą sonduję z okna, dały się słyszeć dość natarczywe i nieprzyjemne skrzeki, przypominające też trochę terkotanie drewnianej kołatki. Od razu zorientowałem się, że na dachu pobliskiego wieżowca zadomowiły się pustułki zwyczajne (Falco tinnunculus), drapieżne sokoły (Falconidae), o średniej wielkości. To rdzawo upierzone stworzenia, które spotkać można niemal w całej Europie, a także w Azji i Afryce, a ostatnio coraz częściej pojawiające się w miastach i polujące na drobne gryzonie trawnikowe, na małe ptaki, a nawet na śmigłe jerzyki. To jest drapieżnik częściowo tylko osiadły, bo wiele par na przełomie października i listopada, gdy już zaczynają się siarczyste mrozy, odlatuje na południe Europy lub do północnej Afryki. Nowe populacje pustułek wyraźnie podążają na północ, bo widywałem je też w Poznaniu i Gdańsku, gdzie latały wokół wyniosłych kościelnych wież. Adam Mickiewicz, największy polski poeta romantyczny, popełnił gafę w związku z tym ptakiem, myląc go z jastrzębiem. W Księdze II tego arcypoematu czytamy: Zaś jastrząb pod jasnemi wiszący błękity,/ Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity./ Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zająca,/ Runie nań z góry jako gwiazda spadająca. (PT II, w. 17–20) Niewątpliwie poeta zapamiętał z Litwy jakiegoś ptaka, zawisającego w powietrzu i wypatrującego w ten sposób ofiary, ale nie był to jastrząb. Ten bardzo skuteczny drapieżnik krąży w kominach powietrznych i spada z ogromną mocą na gołębie lub gryzonie, ale nie zawisa i nie trzepie skrzydłami powietrza. Mogłyby tutaj wchodzić w grę oba gatunki błotniaków – stawowy i zbożowy, ale przecież one polują przy ziemi, nie wznosząc się „pod jasne błękity”. Natomiast opis ten jak ulał pasuje do pustułki, która właśnie w taki sposób zatrzymuje się w powietrzu i wypatruje swoich ofiar. Jej nazwa wywodzi się z języka rosyjskiego, gdzie kiedyś określono ją jako pustą i nierozgarniętą (пустое), nie dającą się przeszkolić do polowań sokolniczych. Trudno się zgodzić z takim określeniem, bo sposób i zakres łowów rdzawego sokoła, a także wybór dogodnych miejsc obserwacyjnych, wskazują na jego sporą inteligencję. Zdziwiło mnie to, że przy moim domu, obserwowałem siedem ptaków od razu, ale przecież w ich gniazdach może się każdorazowo pojawić kilka młodych osobników, a obserwowano też łączenie się samców z dwiema samicami. Zawsze zaskakuje mnie szybki rozwój skrzydlatych zwierząt, wymuszony porą odlotów, ale pustułki, w tym względzie, są wyjątkowe – młode ptaki przebywają w gnieździe tylko nieco ponad miesiąc, a dojrzałość płciową osiągają już po trzystu dniach życia. Niegdyś mylony z krogulcem (duży dymorfizm samca i samicy wprowadza w błąd) i odstrzeliwany jako szkodnik, ma teraz więcej wrogów wśród ptaków (kruki, wrony), niż pośród ludzi.

Charakterystyczne zawisanie pustułki w powietrzu

Charakterystyczne zawisanie pustułki w powietrzu

WILGI

Samiec wraz z młodym ptakiem. Mal. Claude Gibney Finch-Davies (1875-1920)

Samiec wraz z młodym ptakiem. Mal. Claude Gibney Finch-Davies (1875-1920)

Miałem w życiu zaledwie kilka spotkań z wilgami zwyczajnymi (Oriolus oriolus), jednymi z najpiękniejszych polskich ptaków, które obok krasek, zimorodków i żołn są chyba najcudniej ubarwione. Od dawien dawna te żółto-czarne stworzenia kursują pomiędzy krainami północnymi a strefą tropikalną, zimując w Afryce i południowej Azji. Natura nakazuje im wracać do strefy umiarkowanej Eurazji i tam rozmnażać się co roku, a potem znowu lecieć ku ciepłu południa. Byłem nastolatkiem, gdy z grupą kolegów pojechaliśmy w okolice Pruszcza Pomorskiego i tam pilnowaliśmy drzew czereśniowych, przede wszystkim przed wielkimi stadami szpaków. Tam też miałem okazje obserwować kilka wilg, które gniazdowały w wielkich kępach wysokiej roślinności i „wyskakiwały” z niej ku drzewom owocowym, by najeść się do syta i nakarmić młode. Przyglądałem się tym ptakom z dość dużej odległości, bo są bardzo płochliwe, ale przecież wyraźnie widziałem żółty puch i czarne pióra samców, a także zielonkawe samice, które mają też lotki szarawe i żółtawe. A choć ptaki te są w Polsce bardzo krótko, bo zaledwie od maja do września, każde spotkanie z nimi jest ekscytujące – pamiętam też taki moment na jednym z cmentarzy, gdy ptak przez chwilę dał się obserwować na wyniosłej topoli, podczas odpoczynku przelotowego z sadu do sadu. Wczoraj znowu zobaczyłem wilgę, a choć była ode mnie oddalona o jakieś sto metrów, doskonale widać było żółto-czarne upierzenie i charakterystyczny, chwiejny lot, określany w podręcznikach ornitologii jako falisty. Warto też pamiętać, że polskie wilgi mają czerwony dziób, takież same oczy, podbarwione tajemniczo czernią i pazurki w kolorze stali. Czasami ludzie słyszą w przestrzeni charakterystyczny, melodyjny śpiew tych ptaków, ale nie wiedzą, że należy on do nich. Dopiero, gdy poszczególne osobniki ukazują się w całym przepychu swego ubarwienia, oświetlane przez słońce, wywołują zdumienie i niedowierzanie, że tak urodziwe istoty żyją pośród naszych drzew. Samce najczęściej mkną szybko ku jakimś celom, a samice – z racji wskazanego wyżej ubarwienia – są bardzo trudne do wypatrzenia, tym bardziej, że najwięcej czasu spędzają przy dobrze zamaskowanym, koszykowo zamkniętym gnieździe. Wilgi żywią się owadami, w tym włochatymi gąsienicami oraz owocami czereśni, wiśni, morwy i winogron, choć nie gardzą też malinami, jeżynami i pod koniec lata jagodami krzewów. Ucieszyło mnie to kolejne spotkanie z wilgą, niedaleko czystej Brdy, gdzie wielokrotnie z kolegami jeździłem się kąpać i cieszyć silnym rzecznym nurtem. Teraz ta przestrzeń diametralnie się zmieniła i stylowe domy dotarły niemal nad brzeg, ale wciąż wiele wokół jest ogrodów, sadów, parkowych zadrzewień, a to raj dla żółto-czarnych ptaków. Niebawem już po raz kolejny odlecą do Afryki, ale w mojej pamięci zostanie ów wczorajszy śmigły lot samca, zmierzającego pewnie z gąsienicą do gniazda, w którym samica troskliwie opiekuje się pisklętami. Ich więź rodzinna będzie silna aż do momentu usamodzielnienia się potomstwa, które szybko zacznie wychodzić z kryjówki, ale na południe młode ptaki polecą już samodzielnie.

* * *

???????????????????????????????

Byłem w Poznaniu, gdzie miałem wieczór autorski w Pałacu Działyńskich, wręczałem Nagrodę Klemensa Janickiego Pawłowi Kuszczyńskiemu  i prowadziłem Jubileusz dwudziestolecia twórczości Krysi Grys z Leszna. Sporo miłych spotkań z ludźmi, rozmów i czytania wierszy, wędrówki do miejsc szczególnych, jakoś zapisanych w mojej biografii. Jednym z nich jest brzeg Warty, tuż przy katedrze i ruszyłem tam przy pięknej pogodzie – chciałem postać na cyplu, popatrzeć na budowle otaczające to miejsce, na wędkarzy rozsianych tu i tam. Nie przypuszczałem, że zdarzy się coś tak smutnego i zarazem bliskiego moim przekonaniom, ale wierze, że godność nie odnosi się tylko do człowieka. Dochodząc do mostu, zobaczyłem pięknego kaczora krzyżówki, leżącego na trawniku, martwego i wykrzywionego nienaturalnie. Obeszły go już czarne mrówki i widać było, że w nocy przysiadł przy nim jakiś drapieżnik, bo obok leżało sporo puchu, wyrwanego z piersi ptaka. Rozejrzałem się dookoła i w niewielkim oddaleniu zobaczyłem karton po piwie Desperados, otwarty i doskonale nadający się do tego by przenieść ptaka. Załadowałem go zatem do tej prowizorycznej trumny, widząc ogromne ożywienie „brudnych” mrówek. Zaraz też poszedłem na most i niewiele się zastanawiając wrzuciłem kaczora do Warty, widząc, że na chwilę się zanurzył, a potem wypłynął i wartki nurt porwał go do przodu. To lepszy koniec dla pięknego ptaka, który tyle czasu spędził na wodzie, pochylał się w toni, żywił tym, co niosła, a nade wszystko latał nad nią i wyglądał pięknie przy zachodzącym słońcu. Teraz popłynął i może udało mu się dotrzeć gdzieś daleko, poza miasto, w którym znalazł śmierć. Nawet jeśli spocznie na dnie, albo gdy zjedzą go wodne drapieżniki, będzie to godny koniec, jakże bliski jego życiu, tej latającej i pływającej ozdoby Warty i wielu rozlewisk. Nie zasłużył na to, by leżeć na trawniku, a potem spocząć w koszu na śmieci. Odprowadzając go wzrokiem, myślałem: Płyń kaczorze, płyń w dal, nawet do samego morza…

DZWOŃCE

European_Greenfinch_male_female

Szedłem osiedlową alejką i na jednym z drzew zauważyłem spore stadko dzwońców, żółtawych ptaków, które są ruchliwe jak sikorki, chociaż nieco inaczej poruszają się pomiędzy gałęziami. Dały się dosyć długo obserwować i dopiero ku kilku minutach odleciały na wyższą wierzbę płaczącą, gdzie też buszowały, przefruwając z konarów na wiszące witki. To ptak dość powszechny w całym kraju, ale z racji ubarwienia, trudny do dostrzeżenia latem, pomiędzy zielonymi liśćmi – obserwacje łatwiejsze są jesienią, gdy liście brązowieją, albo zimą, pomiędzy gołymi gałązkami.  Pojawia się w alejach i na cmentarzach, w parkach i na niewielkich zadrzewieniach pomiędzy budynkami. Patrzyłem na te ładne ptaszki i pojawiło się we mnie coś na kształt wzruszenia, bo tak były subtelne i tak godne w swoim ptasim majestacie, kruche jak ciasteczka z marcepana, a zarazem skończone w swoim pięknie i subtelności. Ich trel podobny do głosu kanarka rozlegał się też gdzieś w dali, a ptaki nade mną wydawały tylko spokojne, ostrzegawcze głosy, które Jan Sokołowski w atlasie Ptaki Polski określa jako kelit trzy kelit trzy, autorzy przewodnika terenowego Ptaki Europy słyszą takie dźwięki: kling ting szaj i przeciągłe dżżii. Ornitolodzy wskazują, że dzwońce żywią się tylko nasionami chwastów, ale nie chce mi się wierzyć, że nie zjadają owadów, których tyle pojawia się na gałęziach drzew. Zresztą w innych książkach autorzy wskazując, że ptaki te zjadają głównie nasiona roślin oleistych, nie gardzą mszycami i małymi larwami motyli.  Zimą dzwońce zjadają owoce dzikiej róży, śnieguliczki, irgi, jarzębiny oraz zasuszone owoce jeżyn. Jest to gatunek wielkości wróbla, choć zdecydowanie subtelniejszy w kształtach. Upierzenie oliwkowozielone na wierzchu ciała, a zielonożółte na spodzie, boki głowy szare, ogonek krótki, wyraźnie rozwidlony, czarny na końcu, a żółty u nasady. Ptak ma zdumiewająco mocny, stożkowaty dziób, barwy cielistej, który służy mu do wydobywania nasion ze skorupek i okryw, a także do rozdrabniania większych owoców. Dzwońce pojawiają się w całej Europie, na szerokich połaciach Azji, a także lokalnie na Bliskim Wschodzie, w Iranie, na Kaukazie, w Australii i Ameryce Południowej.

« Starsze wpisy

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 592 other followers

%d bloggers like this: