* * *

    Szaro, ponuro, bezśnieżnie… Patrzę za okno i widzę ogromne stado kawek wznoszące się i opadające nad osiedlem. Jest ich pewnie ze trzy tysiące, a może jeszcze więcej, musiałbym zrobić zdjęcie o dużej rozdzielczości i szacunkowo policzyć, ale pobieżna kalkulacja każe domyślać się wielkiej liczby szarawych głów, dziobów, oczu, skrzydeł i łap. Przypominają czarny sztandar, rzucany na wietrze, strzelający w górę i szybko opadający, nagle zmierzający w bok i równie gwałtownie śmigający w drugą stronę. Szaro, bezbarwnie, głucho, nic się nie dzieje, kolorowy, ciepły świat trwa w oddaleniu, „za górami, za lasami”… W takiej aurze czuję dziwny przypływ energii, piszę tekst za tekstem, porządkuję zaległości… Dziwne, zaskakujące, tajemnicze jak samo życie. Przypomina mi się umierający przyjaciel, mówiący kilkanaście sekund przed odejściem: Gdybyś dał mi teraz choćby kilka chwil twojego życia… to byłby to dar królewski… Tyle ich zmarnowałem, a teraz nic mi już nie zostało… Szkoda życia i szkoda każdej chwili, a najszczęśliwsi są ci, którzy rzucili wszystko i ruszyli w dal, zerwali więzy którymi nas pęta los, wyjechali, pobiegli, wyznaczyli sobie jakiś wspaniały, niedosiężny cel…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.